Ustaw jako stronę domowąDodaj stronę do Ulubionych
   Szukaj  
  
wtorek, 13 listopad 2018                                                
 
›  Gift Guide
   ›  Sagio.pl
›  Pogoda
›  Horoskop
›  Kontakt
›  Newsroom
›  Konkursy
     Mężczyzna All4Men.plWielcy 4 MenMężczyźni sukcesu
mat @ 2009-07-10 › 09:14:36Źródło: Netbird.pl
 Ojciec bomby termojądrowej

Stanisław Ulam, polski matematyk pochodzący z Lwowa przyczynił się do powstania najbardziej straszliwej broni wszechczasów. Tymczasem u nas pozostaje mało znaną postacią.

Krzysztof Urbański przypomina, że pierwszą bombę wodorową amerykanie zdetonowali 1 listopada 1952 roku. Wybuch był 700 razy silniejszy od eksplozji bomby zrzuconej na Hiroszimę. Kryptonim pierwszej eksplozji to „Ivy Mike”, a pod wnioskiem patentowym koncepcji broni termojądrowej, znanej jako Teller-Ulam design, podpisani byli Edward Teller – węgierski matematyk i właśnie Stanisław Ulam.

Polski matematyk urodził się w 19 kwietnia 1909 roku w rodzinie polskich Żydów we Lwowie. W 1927 roku rozpoczął studia na Politechnice Lwowskiej, a w matematykę wciągali go tak wybitni uczeni jak Kazimierz Kuratowski, Stanisław Mazur czy Stefan Banach. Po latach wspominał spotkania z nimi w Kawiarni Szkockiej, podczas których wspólnie zasiadali nad jakimś problemem matematycznym. W latach 50-tych książkę zawierającą wyniki tych spotkań przetłumaczył na angielski i wydał w stanach.

Studia szły mu świetnie – już w ich trakcie publikował w naukowych magazynach i wygłaszał odczyty w kraju i za granicą. Naukę zakończył obroną pracy doktorskiej na temat teorii mnogości w 1934 roku.



„Punktem przełomowym kariery młodego człowieka było spotkanie z Johnem von Neumanem” - pisze Urbański. Von Nauman – fizyk i matematyk, wykładał w Instytucie Badań Zaawansowanych w Princeton w New Jersey. Właśnie on wystarał się o stypendium dla Polaka i ściągnął go do USA. Ulam do Princeton zawitał w 1935 roku. Uczęszczał na wykłady do Einsteina i prowadził seminaria dla studentów. W tamtym czasie, na uczelni polskiego matematyka zaroiło się od znanych uczonych pochodzenia żydowskiego, którzy opuszczali Europę z obawy przed Hitlerem.

„W tej sytuacji Ulam gorączkowo szukał możliwości pozostania w Ameryce”. Udało mu się – po błyskotliwym wykładzie, jaki wygłosił zyskał stanowisko wykładowcy w Society of Fellows na Harvardzie, gdzie został przyjęty na trzy lata. Aż do wybuchu wojny każde wakacje spędzał w Polsce. W 1939 roku do Stanów udało mu się ściągnąć młodszego brata. Niestety, reszty rodziny później już nie spotkali – wszyscy zginęli w czasie II wojny światowej.

W 1941 roku otrzymał obywatelstwo amerykańskie – liczył, że pomoże mu to wziąć udział w wojnie. Zgłosił się nawet do służby w lotnictwie, ale ze względu na zły stan zdrowia, nie przyjęto go. O swojej chęci wspomożenia wysiłków wojennych poinformował listownie von Neumana, który pracował wtedy przy projekcie „Manhattan”. Ulam wtedy pracował wtedy nad teorią powielania cząstek, tj. tematem, który był szczególnie istotny dla naukowców pracujących przy projekcie bomby atomowej. Wkrótce też polski matematyk otrzymał zaproszenie do pracy w zespole słynnego fizyka Hansa Bethego. Pracę w Los Alamos wspominał bardzo dobrze. „Życie w Los Alamos wypełnione było pracą, intelektualnymi dyskusjami i spotkaniami towarzyskimi” - cytuje wspomnienia Ulama Urbański.

Wkrótce po rozpoczęciu pracy Ulam trafił do zespołu Tellera, która zajmowała się pracami nad teoretycznymi podstawami bomby termojądrowej. Jednak w 1945 roku, po pierwszej udanej próbie nuklearnej. Zrzuceniu bomby atomowej na Hiroszimę i wreszcie kapitulacji Japonii, Los Alamos stracił status tajnego ośrodka. Po wojnie większość naukowców tam pracujących powróciła na swoje uniwersyteckie posady. Ulam znalazł zatrudnienie na Uniwersytecie Południowej Kalifornii, ale bardzo źle się tam czuł, więc gdy tylko nadarzyła się po temu okazja wrócił do Los Alamos.

Tam rzucił się w wir pracy. „Zaprezentował metodę obliczeń procesów statystycznych na podstawie wielu prób losowych znaną jako metoda Monte Carlo. Z czasem stała się szeroko stosowana” - pisze Urbański. Od zakończenia wojny ośrodek stale potrzebował pieniędzy. Przełom nastąpił w 1949 roku, kiedy Rosjanie zdetonowali swoją bombę atomową. Prezydent Truman podjął wtedy decyzję o zwiększeniu środków finansowych dla Los Alamos i Ulam mógł zająć się pracą na pełnych obrotach.

Fundamentalnym problemem przy budowie bomby termojądrowej była konstrukcja zapalnika - do zapoczątkowania reakcji wymagana jest duża ilość energii skoncentrowanej w jednym punkcie.

Ulam zaproponował zapalnik, który mógłby być wykorzystany – konstrukcja bomby przypomina elipsoidę. W jednym z ognisk umieszczony jest ładunek konwencjonalny, ładunek jądrowy (właściwy zapalnik dla bomby termojądrowej) rozmieszczony jest na powierzchni, a w drugim ognisku znajduje się paliwo termojądrowe. Jak wyjaśnia prof. Kazimierz Rączyński z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN takie rozwiązanie sprawia, że kumulacja energii następuje w drugim ognisku elipsoidy.

Teller bardzo szybko zrozumiał możliwości, jakie stwarza takie rozwiązanie. Opracował też swoje własne rozwiązanie nieco modyfikujące rozwiązania Ulama. Żona polskiego matematyka wspomina, że od tamtego czasu Teller niejako odsunął współpracownika od siebie. Hans Bethe miał powiedzieć: „po zbudowaniu bomby wodorowej reporterzy okrzyknęli Tellera jej ojcem. Żeby jednak być w zgodzie z prawdą historyczną, należałoby uściślić, że ojcem był Ulam, bo zasiał ziarno, a Teller był matką, ponieważ pozostał z dzieckiem. Ja zaś byłem akuszerką” - cytuje słynnego fizyka Urbański.

W Los Alamos Ulam pracował do 1967 roku. Zmarł w 1984 roku na atak serca w Santa Fe, gdzie po przejściu na emeryturę mieszkał ze swoją żoną Francoise. „Stan mawiał, że najlepszym sposobem na śmierć jest nagły atak serca lub strzał oddany przez zazdrosnego męża. Miał szczęście umrzeć w ten pierwszy sposób, choć myślę, że wolałby w ten drugi” - przytacza wspomnienia żony matematyka Urbański.

Nigdy nie miał też wątpliwości natury etycznej. Dla niego badanie zjawisk fizycznych i obliczenia matematyczne nie mogły być nieetyczne. „Bez rachunku różniczkowego nie mogłaby istnieć współczesna technika. Czy w związku z tym rachunek różniczkowy jest zły?” - cytuje wspomienia matematyka Urbański.

Omawiany artykuł Krzysztofa Urbańskiego pt. „Matematyk z bombą” został opublikowany w „Rzeczpospolitej” 22.05.2009 roku.





Autor:
Komentarz:
Wpisz swoje imię:

Podaj adres e-mail:

Najlepszy film o seryjnych mordercach?
Milczenie owiec
Z piekła rodem
Siedem
Zodiak
Kolekcjoner kości
inny?

 
Start | Reklama | Polityka prywatności | Mapa strony | Kontakt
Copyright © 2006 by All4men.pl - Wykonanie: CN Design and Necon Design