Ustaw jako stronę domowąDodaj stronę do Ulubionych
   Szukaj  
  
wtorek, 13 listopad 2018                                                
 
›  Gift Guide
   ›  Sagio.pl
›  Pogoda
›  Horoskop
›  Kontakt
›  Newsroom
›  Konkursy
     Mężczyzna All4Men.plWielcy 4 MenKsiążka warta polecenia
dd @ 2013-11-21 › 20:05:22Źródło: dd
 „Kokaina” to opowieść o poważnych problemach dojrzewania

„Kokaina” to opowieść o poważnych problemach dojrzewania, które, niestety, wracają w dorosłym życiu. Krzysztof, trzydziestolatek z Gliwic, jak wielu młodych Polaków wyemigrował z Polski do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu ziemi obiecanej. Wyjechał czysty, choć z bagażem doświadczeń narkomana, ze świadomością ciągłego zagrożenia uzależnieniem od narkotyków. Rzeczywistość na Wyspach jest oczywiście inna od tej mu znanej, rodzimej – ciekawa, absorbująca, ale i groźna. I tam czyhają niebezpieczeństwa, z którymi bohater radzi sobie dobrze, gorzej i najgorzej – bo swoje problemy małżeńskie chce rozwiązać za pomocą kokainy właśnie.

„Kokaina” to wnikliwe studium nałogu, zwłaszcza relacji w grupie narkomańskiej, która nastoletniemu bohaterowi zastępowała rodzinę. Okres wypaczonych norm moralnych, ale i pięknych przyjaźni, euforii, ale i przejmującego braku wiary w siebie – negatywy, jak się później okazuje, nie do przezwyciężenia i prowadzące do destrukcji.

Z retrospekcji wyłania się obraz Polski lat 80. i 90. XX w. – oczami małego i dorastającego Krzysia widzimy ówczesnych „biznesmenów”, którzy przy szalonym zaangażowaniu z handlu między Turcją a NRD, z łóżek polowych dorabiają się własnych sklepów, dobrze prosperujących firm, obłożonych jednak olbrzymimi kredytami.

„Kokaina” to również zapis obserwacji Polaków żyjących na Wyspach. Czy czują się zawodowo spełnieni, czy tylko zadowoleni z tamtejszego systemu socjalnego; czy opiewane perspektywy rozwoju są prawdziwe, czy to tylko szpan przed znajomymi w kraju; czy czują się jeszcze Polakami, czy już angolami, jaki jest ich stosunek do państwa wielokulturowego; czy to tylko spleen wywołany permanentnym zachmurzeniem, czy już depresja…


OD AUTORA

Kim jestem i dlaczego powstała „Kokaina” Wybaczcie, ale nie odpowiem na to pytanie od razu. Aby zrozumieć, kim tak naprawdę jest autor „Kokainy”, potrzebna jest dygresja.
Przez cale życie dręczyło mnie pytanie: „Kim jestem i co ja tu robię?”. Co robię tu, na ziemskim padole, wciśnięty w elastyczną powłokę, potocznie nazywaną skórą. Czułem, że jest coś więcej, że jest jakieś wyższe ja, o którym – na razie – nie miałem pojęcia. Właściwie od dzieciństwa miewałem myśli wykraczające poza ogólnie przyjęte normy. Dziwne myśli.
Pamiętnej niedzieli jako sześcioletni berbeć podszedłem do rodziców i ze łzami w oczach, a właściwie łkając, wydukałem, że nie chcę umierać, że panicznie boję się śmierci, końca istnienia. Tak. Tak właśnie było. Nie wiem, skąd ten strach. Nie przypominam sobie żadnych traumatycznych wydarzeń z wczesnego dzieciństwa, a pierwszy dziadek zmarł dopiero kilka lat później. Scenę zapłakanego malucha – jakże dla mnie trudną i do dziś nieco mistyczną – umieściłem w „Kokainie” celowo. Miała ona za zadanie pokazać, jak skomplikowany i nieprawdopodobnie dziwny potrafi być umysł dziecka. Niepojęty, ponieważ sześciolatek nie ma prawa bać się czegoś, o czym nawet nie słyszał. A w tamtych czasach nie istniał przecież internet, telewizja satelitarna czy telewizja niepubliczna. Dwa kanały na krzyż, na dodatek z przerwą obiadową, nie miały prawa uczynić takiego spustoszenia w sześcioletnim umyśle. A więc było coś więcej.

Poszukiwania własnego ja zacząłem dość wcześnie, obierając oczywiście najgorszą z możliwych dróg. Poprzez używki. Oczywiście, miałem świetne wzorce. Rodzice, choć poukładani, zamożni, nienagannie wysławiający się, imprezowali na tyle często, że za każdym razem kiedy pod naszym dachem lala się wódka, ja nie tylko przesiąkałem jej zapachem, ale i nabierałem przekonania o normalności libacji alkoholowych, krzyków, śpiewów, dzikich ujadań.
Arkadiusz Siedlecki jest więc DDA, czyli dorosłym dzieckiem alkoholików. Jest również narkomanem, ponieważ piętno uzależnienia pozostaje w nas na zawsze i człowiek, który raz wpadł w sidła zła, nie może być pewien, że już nigdy do niego nie wróci. Jak mawia mój kolega po piórze Janusz Leon Wiśniewski, doświadczenia tego typu są swoistym tatuażem. Niezmywalnym znakiem, pieczęcią. Tego się nie zapomina i to o nas nigdy nie zapomni.
Arkadiusz Siedlecki jest także mężem i ojcem, choć spełnia się raczej w roli tego drugiego. „Wyzwolona” dusza nie pozwala mi na napawanie się spokojem domowego ogniska, na oddanie się domowym obowiązkom. Nie potrafię. I znowu wracam do wzorców, bo rodzice, choć oczywiście bardzo ich kocham, nie są i nigdy nie byli przykładem dobrego małżeństwa. Chociaż... jak twierdzi zaprzyjaźniona ze mną wróżka, numerologiczne piątki tak mają, więc autor „Kokainy” nie tylko jest aspołeczny, ale także amałżeński. I na pewno nie prorodzinny. Niestety.

Pisząc „Kokainę”, urządziłem sobie prywatną i mam nadzieję ostateczną terapię oczyszczającą. Ta powieść musiała powstać. Tylko i wyłącznie kwestią czasu było, kiedy do tego dojdzie. Książka ta więc powstała po pierwsze dlatego, że bardzo chciałem uwolnić się od piętna, które noszę od lat. Wiem, że zupełne uwolnienie się jest właściwie niemożliwe, ale jakiś ciężar na pewno zszedł. Po drugie, od zawsze chciałem światu wykrzyczeć, że problem narkomanii istnieje, że jest okropnie bagatelizowany, a ludzie, których on dotyka – często nie zdajemy sobie sprawy, że są to nasi bliscy – tak naprawdę są pozostawieni sami sobie. Wreszcie po trzecie, „Kokaina” powstała jako przestroga. Ludzie, którzy „poszukują czegoś więcej”, którzy nie akceptują tego, co jest tu i teraz, którzy pragną zrozumieć, dlaczego i po co tu są, i tak nie unikną błędów. Osoby, które będę chciały to zrobić, i tak zaczną przygodę z ćpaniem. Mam jednak nadzieję, że czytając „Kokainę”, ogarną się i pojmą, że konsekwencje ich czynów będą mieć skutki do końca ich życia. Łańcuch doświadczeń – jeśli oczywiście uda im się wyswobodzić z sideł nałogu – będzie się ciągnął aż po dzień, w którym przyjdzie im zamknąć oczy po raz ostatni. No i na koniec jeszcze jedna sprawa. Rodzice, „Kokaina” jest także dla Was. Miejcie oczy szeroko otwarte, uszy nastawione, a węch wyostrzony bardziej niż zwykle, bo być może, właśnie w tej chwili, tuż za ścianą Wasze dziecko zaczyna swoją przygodę z narkotykami. Strzeżonego Pan Bóg strzeże. Arkadiusz Siedlecki
KONTAKT PR

Anna Milewska
Tel. 502 501 992.
Wydawnictwo 2 Piętro.

Kokaina – ISBN – 978-83-64446-01-6 , cena detaliczna : 39,00




Autor:
Komentarz:
Wpisz swoje imię:

Podaj adres e-mail:

Najlepszy film o seryjnych mordercach?
Milczenie owiec
Z piekła rodem
Siedem
Zodiak
Kolekcjoner kości
inny?

 
Start | Reklama | Polityka prywatności | Mapa strony | Kontakt
Copyright © 2006 by All4men.pl - Wykonanie: CN Design and Necon Design